Kobieta, której dane było w dzieciństwie doświadczyć niedojrzałego emocjonalnie, dysfunkcyjnego domu- w dorosłym życiu- nieświadomie- będzie lgnąć do cierpienia.

Dom, w którym pozornie wszystko było, ale nie było najważniejszego- poczucia bezpieczeństwa, bliskości i uwagi danej dziecku, kiedy chciało się po prostu wyrazić, kiedy była u niego taka potrzeba.

Dom, w którym unosiły się opary alkoholu, gdzie częste kłótnie i emocjonalne wybuchy należały do normalności, gdzie nikt nie miał czasu i siły, by prawdziwie Cię zobaczyć i nauczyć jak dawać przyzwolenie każdej emocji.

Dom, w którym wszystko wydarzało się za zamkniętymi drzwiami, tam gdzie nie raz ktoś krzywdził psychicznie, fizycznie czy emocjonalnie.

Poza domem- nikt nawet nie przypuszczał, że życie tam jest tak niespokojne.

Wychodząc z tak- mniej lub bardziej- wyraziście dysfunkcyjnego domu- wnosimy do naszej dorosłości szczelnie zapakowany program ofiary. Nie- żebyśmy to świadomie wybierały, ale jednak- ta malutka, wciąż wystraszona niepewnością kolejnej chwili dziewczynka w nas- spodziewa się, że nieuchronnie- zaraz coś bolesnego się wydarzy.

W dzieciństwie każdy moment był taki nieprzewidywalny, a uśmiech czy ciepło rodzica było zabierane tak szybko, jak trudne emocje, z którymi sam sobie nie radził. Nic nie było pewne czy stabilne. Takiego obrazu świata- malutka dziewczynka się nauczyła. Tylko to znała, tylko to przeżyła.

Dorosłe dziecko, wypełniona dziecięcym postrzeganiem świata- kobieta- nie potrafi rozgościć się w szczęściu, jest to dla niej najtrudniejsze zadanie.

Nawet, gdy zaczyna rozpoznawać swoje dziecięce rany- wciąż, w tle- jest ta myśl, to oczekiwanie- że nie może być szczęśliwa trwale.

Przyciąga do siebie to, czego się spodziewa- i tak też- gdy tylko jest jej dłużej dobrze- auto sabotuje swoje życie, tworzy kolejne dramaty, by ponownie przywołać je do znanego jej życia. Paradoksalnie, częściej jej- w ponownej tragedii- znajduje ulgę, jakby mogła na chwilę odetchnąć w tym, co znane. Nie chce tego, a jednak- to takie znajome, przewidywalne w swej nieprzewidywalności miejsce.

Spodziewając się, że kiedy jest dobrze, to zaraz znów musi być źle- nie jesteśmy w stanie pozwolić sobie na szczęście. Co więcej- dla wielu z nas- z obawy przed bólem utraty spełnienia- wolimy rezygnować ze szczęścia.  Tylko tak, nie możemy go przecież stracić (ale też doświadczyć), a strata wiąże się z cierpieniem, przed którym- z jednej strony uciekamy, a z drugiej- którego się kurczowo trzymamy.

Kobieta, która operuje w trybie oczekiwanego koła niepomyślności- by z niego w końcu zejść- musi przede wszystkim się oswoić z tym, że szczęśliwe życie jest możliwe, że może być jej dobrze, nawet gdy dzieje się coś trudnego.

Nie chodzi o to, by tworzyć sobie bańkę iluzji życia, w którym jest już tylko dobrze, ale raczej- by sobie uświadomić, że owszem- życie zawiera w sobie wszystko i jest z natury nieprzewidywalne, ale kiedy w pełni dopuszczamy do siebie szczęście i go doświadczamy- jest nam też o wiele łatwiej być w tych trudniejszych chwilach.

Otwarcie na szczęście nie polega na eliminacji nieszczęścia, ale na przyjęciu w pełni i cieszeniu się tą obecną chwilą.

Dorosłe dziecko, by stać się dojrzałą, spełnioną kobietą- musi rozpoznać, że trudne doświadczenia nie są następstwem bycia szczęśliwą, ale są po prostu- pojawiającą u się u każdego, nieodłączną, niczym nie warunkowaną- częścią życia.

To uświadomienie daje, z kolei- zrozumienie, że zamykanie się na szczęście nie chroni przed nieszczęściem. Kiedy to wiemy- nie mamy już argumentu, by wzbraniać się przez rozkoszowaniem zwyczajnymi i wyjątkowymi dla nas zdarzeniami. I tak też- z jeszcze większą radością czerpiemy z doświadczeń, które dają nam zadowolenie.

Co więcej- przyjmując w pełni swoje szczęście- każda trudność w dużej mierze blednie, życie generalnie staje się lżejsze i przyjemniejsze, a my czujemy się kompletne. Dzieje się tak, bo nie uciekamy już, nie sabotujemy, nie snujemy niechcianych scenariuszy- po prostu każdą chwilą w pełni jesteśmy obecne, w pełni żyjemy. A otwarcie się na pełnię życia to natychmiastowe, nie skażone żadną rysą doświadczeń- szczęście.