Kobieta, która w dzieciństwie doświadczała nagłych zmian zachowań i nastrojów rodzica- w dorosłym życiu będzie cechować się dużą dozą podejrzliwości co do zamiarów otaczających jej ludzi.

Dysfunkcyjny dom, tam gdzie chwila ciepła bardzo szybko mogła przemienić się w moment dziecięcej grozy- bardzo szybko aktywizował w rozwijającej się wówczas psychice mechanizm oczekiwania, że wszystko ma drugie dno, nic nie jest bezinteresowne i nic nie może być trwałe.

Oczywiście, scenariuszy dorosłych, zaprogramowanych, sterowanych lękiem zachowań i postaw- jest nieskończony wachlarz i nie sposób wymienić tu wszelkie możliwe opcje. Dla większości z nas- dzieci dysfunkcyjnych domów (DDD, DDA i każde środowisko, w  którym zabrakło nam ciepła, uwagi, bezpieczeństwa)- tworzą się jednak wspólne, najbardziej typowe nawyki, o których tutaj mowa.

Jednym z nich jest podejrzliwość, sceptycyzm- nastawienie, doszukiwanie się ukrytych motywów, nieprzychylnych intencji drugiego człowieka. Wszystko to idzie w parze z lękiem przed byciem zmanipulowanym, wykorzystanym. Wszystko wypływa z miejsca, w którym jako dziecko uwierzyliśmy, że nawet najsłodszy moment miłości, bliskości, akceptacji- jest czymś warunkowany, może być szybko zabrany, nie jest bezinteresowny.

 I tak też- jako dorosły (ale nie dojrzały) człowiek- my, tak nieświadomie poranieni- kobiety i mężczyźni dysfunkcyjnych domów- automatycznie oddajemy się aktom podejrzliwości, gdy ktoś jest dla nas miły, uczynny, gdy cokolwiek pozytywnego głosi czy robi.

Potrafimy kwestionować dosłownie wszystko- zachowania, intencje, motywy. A to, automatycznie- dystansuje nas do ludzi, do świata. Tak trudno jest nam otworzyć się na zaufanie, bo przecież- gdy to robiliśmy jako dzieci- było tyle rozczarowań i czuliśmy się tak mocno, głęboko zranieni. Lepiej więc obwarować się murem, którym jest właśnie podejrzliwe nastawienie.

Skoro się czegoś spodziewamy (nieszczerości drugiego człowieka)- nikt nie może nas już zaskoczyć, zranić tym, na co jesteśmy przygotowani. Ale też- zauważmy, że tak- tkwimy w pętli samospełniającej się przepowiedni i nie ma też tu mowy o tym, by być ze sobą i drugim człowiekiem prawdziwie i blisko. Zbliżamy się, ale tylko pozornie, wszystko jest w czujności, powierzchownie- a w sercu głęboka tęsknota za pełnią relacji i życia. Nie rozumiemy co się dzieje- myślimy, że jesteśmy oziębli, do związków się nie nadajemy, a świat jest złym, sterowanym własnym interesem miejscem.

To trochę tak jakbyśmy nie wierzyli, że jest w ogóle możliwe, by drugi człowiek naprawdę robił coś, co jest z nim zgodne, czy bezinteresowne, by był szczery. Nie wierzymy, że na takie traktowanie zasługujemy, nie czujemy się tego warci, godni.

Do tego jeszcze dochodzi fakt, iż nawet serdeczne czyny- zawsze mogą generować dla kogoś też pewne namacalne korzyści. Wtedy jesteśmy już całkiem pewni, że to nie może być szczere. Krytykujemy, oceniamy innych za ich działania, nawet jeśli wnoszą dobro do świata- tłumaczymy to ich ukrytą motywacją, tym że wzbogacają się (np. materialnie) pod przykrywką pomocy czy innej wzniosłej motywacji. Innymi słowy- doszukujemy się ciemności tam, gdzie tak pięknie rozświetla przestrzeń światło.

W relacji- czujemy się niezrozumiani, często wykorzystywani. Oczekujemy, bowiem, że drugi- mający być nam bliskim- człowiek- jest z nami, jest miły, coś dla nas robi- bo czegoś chce od nas w zamian. Zamykamy się  więc na wsparcie, bo każdy przejaw pomocy kojarzymy z tym, że będziemy musieli oddać, jakoś się zrewanżować.  A tak niewygodnie być dłużnym…

Albo też- każdy przyjemny moment, interakcję- zamieniamy w scenę nieufności- bo przecież, jako dziecko- nauczyliśmy się o ludziach i świecie, że ciepło szybko zostaje zabrane, a ich miejsce zajmuje ból i trudne emocje. Wszystko było i w naszym oczach- wciąż jest- takie niestabilne, nieprzewidywalne- warto się więc zabezpieczyć.

Pamiętam, jak przez większość życia funkcjonowałam kierując się  dużą dawką sceptycyzmu. Nie jest to zbędna, zła jakość, bo nie pozwala nam wejść w zbytnią naiwność i jest przejawem naszego ze sobą połączenia, ale- gdy korzystamy z niej w nadmiarze- potrafi zamienić nasze życie w piekło.

Tym piekłem jest to, że tkwimy w więzieniu własnych lękowym wyobrażeń, oczekujemy, że tuż za rogiem coś nieprzyjemnego się wydarzy, nikt o nas prawdziwie nie dba, nie kocha, nikogo nie obchodzi co się z nami dzieje- bo każde przychylne zachowanie jest dowodem na to, że czegoś się od nas chce, ma jakieś ukryte korzyści.

Jest to bardzo obciążające nastawienie – nie tylko my sami się ciężko z tym podejściem czujemy, ale też- dla związku czy innych codziennych relacji- potrafi być wręcz nie do wytrzymania. W parze często idzie też tutaj zazdrość- partnerska oraz o powodzenie, status i sposób życia- drugiego człowieka.

Kobieta, która w dzieciństwie doświadczała manipulującego emocjonalnie rodzica- z dużym prawdopodobieństwem spodziewa się teraz, że nikt nie jest szczery, każdy coś chce, chce ją wykorzystać.

Z tego miejsca- bardzo trudno jest otworzyć  swoje serce i przyjąć w nim- najpierw siebie, a potem- drugiego człowieka. Żadna relacja nie może być tu spełniona i prawdziwa- zawsze towarzyszy jej dystans, ta przesiąkająca wszystko podejrzliwość. A im bardziej jesteśmy podejrzliwi- tym częściej dostajemy od życia potwierdzenia swojej podejrzliwości. Po prostu tak to działa- to, czemu dajemy uwagę, w co wierzymy, na co się nastawiamy- staje się naszą rzeczywistością. Dopóki nie rozszyfrujemy tego destrukcyjnego mechanizmu, w sobie.

Co więcej- co może być szokujące- sceptyczna kobieta może nawet nie wiedzieć, że sama nauczyła się interesowności, o którą posądza innych. Patrzy na świat nieufnie, bo sama, w sobie- trwając w tym jedynym znanym jej trybie- kieruje się jakimś ukrytym motywem, a każdy z nich ma zawsze na celu jedno- zwiększyć jej bezpieczeństwo. Nie jest więc zła (o co z pewnością  przyjedzie jej się prędzej czy później posądzać)- jest po prostu zlękniona. To, co widzi dookoła- jest tak naprawdę jest własną postawą, którą projektuje na zewnątrz.

Może być też tak, że jakaś część jej tak bardzo boi się mechanizmu wykorzystywania, że paraliżuje ją wręcz myśl o ty, że ktoś mógłby i ją o wykorzystywanie, nieczyste motywy- posądzić. W takiej opcji- będzie kosztować ją wiele energii, męczyć- by stale udowadniać swoją czystość, dobroć, niewinność. Taka kobieta może stać się super uczynna, by tylko pokazać swą dobroć. Może zalewać się wstydem, gdy robiąc coś, ma dostać od życia za to zwrot (np. w formie pieniędzy). Bo przecież nie wypada- powinna robić ile się da nie chcąc niczego w zamian. Wtedy jest dobrą dziewczynką. Ale jaka jest wtedy dla siebie?

Znasz to?

Jakkolwiek by to nie poszło, w jakimkolwiek kierunku i sposób się dla dorosłej (ale nie dojrzałej) kobiety to podejrzliwe podejście-  nie przejawiło- jedno jest pewne- rujnuje jej życie i jedynym rozwiązaniem jest świadome wyjście poza owy mechanizm.

Nie jest to łatwe, ale jak najbardziej realne. Tak wielu z nas jest już po drugiej stronie i dlatego (choć wiemy, że będziesz wątpić)- dzielimy się tym, że jest to możliwe!

A jak?

Przede wszystkim- musimy zacząć od rozpoznania wszystkich tych chwil, w których odpala się w nas podejrzliwość, sceptycyzm, negacja. Gdy to widzisz- masz szansę w sobie zauważyć czy to nastawienie- przypadkiem nie płynie z lęku, zaprogramowanego postrzegania świata-  bo tak łatwiej, o wiele łatwiej- niż otworzyć się  na świat i mimo obaw- zaufać.

I tak- Twoje zaufanie- nie raz jeszcze będzie nadwyrężone czy złamane (bo takie jest życie!), ale też- gdy ten mechanizm przejrzysz i zaczniesz z niego świadomie rezygnować- będziesz zbliżać się do życia i doświadczać relacji, spełnienia, które są tak słodko cieszące.

Powiem tak- korzyści znacznie przewyższają potencjalne zagrożenie. A jeśli już mamy być szczerzy- to jedynym ryzykiem jest to, że będziemy czuć coś, czego czuć nie chcemy. Ale przecież nas to nie zabije! Co więcej- czując więcej- otwieramy się na siebie i życie- na jego pełnię. Coraz bardziej i głębiej- czujemy się kompletni.

I nagle nie możemy uwierzyć, że kiedyś byliśmy tak podejrzliwi, bo teraz- nie w naiwności, ale otwartości serca- zakładamy, że jesteśmy, jako ludzie, serdecznymi istotami i każdego obdarzamy tym kredytem ufności. I życie staje się tak karmiące. Bo otwieramy się na przepływ. Jesteśmy kompletni, patrzymy miłością, a miłość do nas wraca.

I tak się dzieje.

————–

By uczyć się wychodzić poza mechanizm DDA/DDD- zaglądnij TUTAJ, ten pakiet 'Wychodzę z DDA/DDD' prosto i skutecznie pokaże Ci jak wyjść poza destrukcyjne mechanizmy i otworzyć na życie.