Kobieta, która w dzieciństwie doświadczała niedojrzałego emocjonalnie domu- z dużym prawdopodobieństwem- nauczyła się, że nie warto otwierać się na drugiego człowieka. Uwierzyła, bowiem, że gdy daje komuś palec- za chwilę, ten ktoś- chce już całej jej ręki.

Dom nafaszerowany nieuświadomioną, ale i często spekulowaną, zamierzoną interesownością. Tu, gdzie bycie dla kogoś miłym, uprzejmym- wiązało się z oczekiwaniem zapłaty za tą uwagę, czułość, uczynek. Nie było to, oczywiście, wyartykułowane, ale przykryte miękkich puchem słodkich słów czy uprzejmości. Kiedy ktoś był nadzwyczaj miły to można było się już domyślać, że o coś więcej tu chodzi.

Dom niedojrzałości emocjonalnej, a w nim ludzie, którzy choć z natury serdeczni- to jednak tak mocno zaplątani we własne niezrozumiane lęki, że już dawno zapomnieli jak to jest oddawać się naturalnemu przepływowi życia, braniu i dawaniu bez oczekiwań, dlatego że tak czują.

Kiedy zaczyna przewodzić nami nieuświadomiony lęk, ten który dba jedynie o nasze przetrwanie- stajemy się więźniami mechanizmów, które zabiegają jedynie o akceptację, miłość, bezpieczeństwo. Nie ma tu przestrzeni na autentyczność, jest jedynie desperacja walki o życie, a jej ważnym elementem jest- granie tak, by inni dawali nam to, czego aktualnie potrzebujemy. Tak właśnie manipulujemy, ale nie przyszło to z nikąd- nauczyliśmy się, że świat jest miejscem, w którym inni chcą nas i naszą dobroć- na różne sposoby wykorzystać- dlatego, chcąc się przed tym chronić- zaczęliśmy się przed tym światem zamykać, budować mur, tworzyć dystans.

Kobieta, która w dzieciństwie doświadczała domu, w którym bycie dla kogoś szczególnie miłym wiązało się z tym, że czegoś od tej osoby się chciało- nauczyła się być sceptyczna i czujna. W dorosłym (ale nie dojrzałym) życiu- z dużą ostrożnością będzie zbliżać się do ludzi. Będzie stopniowo i uważnie dawkować swoją serdeczność- bojąc się, że gdy da jej o ciut za dużo- ludzie ją zeżrą, pochłoną swoją zachłannością.

Taka kobieta czuje się w sobie mocno i głęboko rozdarta. Z jednej strony- bardzo pragnie bliskości, a z drugiej- panicznie się jej boi. Ponieważ się jej (najczęściej nieświadomie) obawia- trzyma innych na dystans, wchodzi w niezależność, sztucznie generowaną siłę, staje się Zosią Samosią, a w sercu- tak mocno tęskni za prawdziwym zbliżeniem. Co więcej- to, czego tak się boi- przychodzi do niej, by w końcu mogła się zreflektować, że świat odzwierciedla jej wnętrze. I tak też- nie raz, nie dwa, ale wiele razy w swym dorosłym życiu- będzie jej dane doświadczać człowieka, który będzie chciał od niej więcej i więcej. A jej- oczywiście- w obawie przed byciem osądzoną- trudno będzie wycofać się czy odmówić. To dlatego- za każdym kolejnym razem- dopóki nie rozpozna co tu się dzieje- będzie tworzyć coraz większe dystanse w obawie, że ktoś znów pokusi się, by karmić się jej przychylnością.

Być może- ponieważ ten schemat jest tym, co jej znane- nieświadomie, w sobie- będzie go wypierać bądź sama stosować- w relacjach z innymi ludźmi. Będzie negować bądź stawiać na piedestał te wykorzystująco- manipulujące części siebie. Bo ma ja w sobie, jak każdy człowiek.

Może obawiać się, że ktoś posądzi ją o manipulacje czy chęć wykorzystania- i w imię tego lęku- nie będzie chciała od nikogo absolutnie niczego przyjmować, brać. Kiedy nie przyjmuje- nie może zostać przecież posądzona o wykorzystywanie i przy tym- nie jest nikomu niczego dłużna. Ale też- tak właśnie, skutecznie- zamyka się na bycie prawdziwie z drugim człowiekiem, na wsparcie, na szczęście.

Destrukcyjny schemat, jego koło się kręci- nie bierze, by koić swój lęk, ale też- czuje się samotna, nie wspierana, cierpi, jest zła na życie i partnerów, którzy powinni być wspierający. Nie rozumie dlaczego ludzie wymagają od niej bycia zawsze tą silną, samowystarczalną, dlaczego stale trafia na mężczyzn, którzy nie potrafią wspierać, dawać.

A może- kobieta ta osadziła się drugiej typowej formie tego schematu- czyli nieświadomie bierze, ponad miarę, dokładnie tak jak jej za dziecka to pokazano, modelowano. I teraz- kobieta taka- będzie trafiać na osoby, na partnerów- którzy wyssaliby z niej ostatnie krople życia, by tylko ją (nieświadomie) wykorzystać, by dla samego siebie zyskać. Będzie osądzać ich, czuć się zła i bezsilna- nie rozpoznając, że sama, w swoim podejściu do innych- często sięga po ten sam mechanizm manipulując (grając ofiarę, pokrzywdzoną, generując w drugim człowieku zainteresowanie, pragnienie, wzbudzając w nim nadzieje, składając obietnice).

Niezależnie od tego, czy kobieta ta w dorosłym życiu zabezpiecza się przed byciem posądzoną o wykorzystywanie, czy wykorzystuje(czy jedno i drugie)- jedno jest pewne- oddala się i od siebie i od ludzi i nie czuje się szczęśliwa, wypełnia ją głęboki, niepojęty smutek i pustka.

Musi wrócić, otworzyć się, ale by to zrobić- mając już dość takiego życia- musi zatrzymać się i rozpoznać sterujące nią lęki. Tylko tak może wejść w swoją dojrzałość, wyjść poza to, co do tej pory nią kierowało i przyjąć naturalny przepływ wymiany, dawania i brania- do życia i od życia.

Tak właśnie- otwiera się- nie tylko na poczucie własnej kompletności, ale też- na nieograniczoną obfitość. Bo obfitość może płynąć tylko, gdy naturalnie potrafimy i dać i przyjąć.  Naturalny, niczym nie warunkowany przepływ, w którym- ostatecznie- nikt nikogo nie może wykorzystać, bo wszystko, co się przejawia jest po prostu kolejną, potrzebną (skoro jest) lekcją, drogowskazem powrotu do siebie.

——————-

By uczyć się wychodzić poza mechanizm DDA/DDD- zaglądnij TUTAJ, ten pakiet 'Wychodzę z DDA/DDD' prosto i skutecznie pokaże Ci jak wyjść poza destrukcyjne mechanizmy i otworzyć na życie.